DIY, higiena

113. MYDŁA DOMOWEJ PRODUKCJI

IMG_20180908_163247

Zawsze powtarzam, że rzeczą, która najbardziej zmieniła wygląd mojego domu, jest szlachetne, choć brzydkie jak noc mydło aleppo, ponieważ zastąpiło mi kilkanaście kupowanych wcześniej produktów. Moja nieduża łazienka stała się o wiele przestronniejsza i ładniejsza, a tam, gdzie kiedyś stały plastikowe butelki z różnymi produktami higienicznymi, jest teraz światło, powietrze i … miejsce dla mnie.

Ostatnio marzę o samodzielnym zrobieniu sobie mydła (koniecznie po wcześniejszej nauce na warsztatach mydlarskich u mojej guru, która nauczyła mnie też robić proszki do prania i zmywarki), ale wizja dokładnego odmierzania ługu zbyt mnie jeszcze przeraża. Podejrzewam, że za rok będę się śmiała z tego lęku, tak jak teraz śmieję się z tego, że tak długo zwlekałam z robieniem własnych proszków do prania i do zmywarki. Dwa miesiące temu Agnieszka z Ekologiki obdarowała mnie trzema mydłami własnej produkcji, przy czym jedno z nich to mydło w typie Aleppo. Aż do dzisiaj trwałam w tak wielkim zachwycie, że nie odważyłam się ich użyć: ,,czy to możliwe, że i ja będę kiedyś umiała takie piękne, proste i pachnące mydła zrobić?” – myślałam sobie. Aż wreszcie poczułam, że nadszedł czas, by wyjąć je z szuflady i użyć ich zgodnie z przeznaczeniem:

ds

  • mydło aleppo – zielone i pachnące olejem laurowym. Używam go m.in. do demakijażu i do mycia zębów. Mydło – marzenie.
  • mydło gospodarcze – białe, kokosowe. Plamy z krwi czy brudne kołnierzyki to dla niego pestka. W planach mam jeszcze wyczyszczenie białawych białych trampek i mycie naczyń.
  • mydło pielęgnacyjne – żółte, nagietkowe. Błyskawicznie podbiło serca rodziny, a służyło do mycia rąk i ciała oraz do zachwycania się zapachem i teksturą.

IMG_20180908_163225

DIY, SPRZĄTANIE, ZERO WASTE

112. BŁYSKAWICZNE PROSZKI DO PRANIA i ZMYWARKI

IMG_20180906_123808

Dziś w moich słoikach z proszkami do zmywarki i do prania pojawiło się dno, więc w 3 minuty zrobiłam kolejne porcje:

Klasyczny przykład pokazujący trzy charakterystyczne efekty uboczne życia w stylu zero waste, czyli nieuniknioną oszczędność czasu, pieniędzy i zdrowia.

Co to za dzika i rebeliancka satysfakcja – zrobić je samodzielnie, wyrwać się z systemu, z zaklętego koła konsumpcji, nie reagować na reklamy produktów, nie chodzić do sklepu, nie przynosić do domu plastikowych butli i pojemników, a potem nie wynosić ich na śmierdzący śmietnik. I przede wszystkim – obserwować, jak zdrowie skóry kochanych domowników poprawia się po usunięciu z łazienki i kuchni płynów do prania, płukania, wybielaczy, odplamiaczy, zmiękczaczy, nabłyszczaczy, kapsułek 12w1 etc.

Pluję sobie w brodę, że tak długo zwlekałam z robieniem tych proszków, bo przepisy są proste, sprawdzone, skuteczne i pochodzą z najlepszego źródła, czyli od Organicznych. Warto je choć raz wypróbować i zdziwić się, że tak świetnie działają 🙂

Składniki kupuję w dużych ilościach w drogerii internetowej Betterland (wybierając opcję zero waste) i w ukochanej kooperatywie. Czasem się uda zrobić zakupy całkiem bezśmieciowo, czasem nie, ale przynajmniej moimi pieniędzmi ,,głosuję” na miejsca, które starają się stosować ,,odpadową antykoncepcję”.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

DIY, kuchnia

110. MLEKO ROŚLINNE – DIY

mleko.png

Jeżeli lubisz dietę roślinną, a do tego ukąsiło Cię zero waste, to możesz zrobić sobie na przykład mleko migdałowe BEZ TETRAPAKU! W tym wyjątkowym pod względem dźwięku i zdjęć filmiku, chciałabym pokazać, jakie to proste i szybkie:

SKŁADNIKI: 1-2 garście migdałów oraz 1 ½ szklanki wody do namoczenia migdałów.

WYKONANIENamoczone migdały zblendować z wodą (ok. 1 min.) i odcedzić przez ściereczkę lub woreczek ew. drobne sitko. Gotowe.

  • Jeżeli mam czas, to namaczam przez noc migdały w wodzie, a jeśli się spieszę, to zalewam na pół godziny gorącą wodą.
  • ,,Doję” je przez ten sam woreczek, którego używam na zakupach.
  • ,,Wydojone” migdały można jeszcze raz zalać wodą i zmiksować.
  • Suchą masę można dodać do owsianki (nie trzeba już gryźć 😉 lub zrobić mąkę migdałową albo wykorzystać na sto kuchennych sposobów.
  • Zawsze lepiej zmiksować w mniejszej ilości wody i potem jej dolać, niż odwrotnie.
  • Trzymam w lodówce, wykorzystuję w ciągu 3 dni.
  • W taki sposób robię też mleko migdałowe, orzechowe, jaglane, owsiane, kokosowe, gryczane (sojowego nigdy nie robiłam). Kasze wcześniej ugotuj.
  • Jestem leniem i śniadaniową owsiankę po prostu zalewam wrzątkiem – i tak po chwili woda zmieni kolor na biały … białawy ;D
  • Mleko kokosowe jest wspaniałą bazą do gorącej gęstej czekolady.
  • Chciałabym, żeby wróciła instytucja mleczarza i butelek zwrotnych. Zamawiałabym sobie inne mleko na każdy dzień tygodnia 😀

Recycling is a good point to start, but terrible to stop.

DIY, URODA

101. TONIK ZŁUSZCZAJĄCY – DIY

 

IMG_20180711_152719_HDR

Ocet jabłkowy działa (hurra!), a przy tym jest jadalny, tani, raw, niepsujący się, w szklanej butelce i kupiony w kooperatywie. Używam najprościej: nalewam odrobinę na dłoń i wmasowuję w twarz, omijając oczy.  Na początek proponuję rozcieńczyć pół na pół z wodą, choć ja tego nie robiłam.

Pierwszy taki tonik kupiłam w Raw Bliss. Najpierw nie mogłam się doczekać, aż się skończy, bo zapach jest intensywny, nawet przykryty olejkiem lawendowym. Ale jak się już skończył, to moja skóra zaczęła za nim tęsknić, więc postanowiłam ją posmarować zwykłym jadalnym octem jabłkowym. Skóra zaczęła machać ogonkiem z radości, więc już nie zważam na zapach 😀 Spróbujcie – może i Wam posłuży: leciutko złuszcza, rozjaśnia, przywraca właściwe PH. I jest smaczny.

Jeżeli to możliwe, starajmy się głosować naszym portfelem na firmy, które dążą do zero waste. Ale jeżeli dochody lub brak czasu w danym momencie na to nie pozwalają, nie miejmy z tego powodu poczucia winy. A może … zróbmu sobie to coś sami?

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

DIY, higiena, zdrowie

98. DEZODORANT Z OLIWY MAGNEZOWEJ – DIY

IMG_20180630_213626

Nie wiem, czy coś tak prostego w ogóle powinnam nazywać przepisem:

PRZEPIS:

Wymieszaj w szklanej buteleczce ze sprejem 70 ml wody i 30 g chlorku magnezu i wstaw na noc do lodówki.

30-procentowa oliwa magnezowa jest gotowa do użycia. Można dodać ulubiony olejek, ale nie trzeba, bo już leciutko pachnie grotą solną. Wbrew nazwie nie ma w sobie ani grama oleju i nie jest tłusta. Jedyny problem jest taki, że płatki magnezu sprzedawane są w wielkich, min. 1 kg opakowaniach (do kupienia tu lub tu), bo stosuje się je do kąpieli leczniczych i dla sportowców. Radzę więc swoją pierwszą kupić gotową. Polecam RawBliss i Alchemię Lasu, bo ich dezodoranty nie tylko przepięknie pachną, ale też zostanie ci po nich szklana buteleczka do wykorzystania przy produkcji własnej. Kupowania w aptekach nie polecam ze względu na plastikowe opakowania – tego chcemy przecież uniknąć.

Kiedy na warsztatach pokazuję, jak ją zrobić, wspominam też, że przy okazji każdego psiknięcia suplementujemy magnez w organizmie (przez skórę wchłania się o wiele lepiej niż doustnie i trzeba kupować tabletek w blistrach). ZAWSZE od uczestników dowiaduję się o kolejnych zaletach i zastosowaniach i odkrywam, jak powszechny jest niedobór tak ważnego dla organizmu pierwiastka. Poczytajcie o tym koniecznie – zwłaszcza w kontekście drżenia i drętwienia mięśni, bezsenności, zakwasów po treningu, zaburzeń depresyjnych, problemów z mięśniem sercowym… lista jest dłuuuga i dotyczy wielu sfer naszego życia i zdrowia …

Zmiana dezodorantu na wersję zero waste wymaga czasu i kilku testów. Czasu – bo skóra pod pachami, smarowana od lat mieszanką kilkunastu szkodliwych substancji, potrzebuje czasu na detoks i na początku być może zareaguje nadmiernym poceniem i niepachem. Testów – bo każde ciało reaguje inaczej i nie każdemu z nas wystarcza maźnięcie się pod pachami odrobiną sody. Jeśli więc jakaś formuła na ciebie nie działa, to nie myśl, że coś jest z tobą nie tak, tylko wypróbuj następną metodę, aż znajdziesz tę najlepszą dla siebie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeżeli to możliwe, starajmy się głosować naszym portfelem na firmy, które dążą do zero waste. Ale jeżeli dochody lub brak czasu w danym momencie na to nie pozwalają, nie miejmy z tego powodu poczucia winy. A może … zróbmu sobie to coś sami?

DIY, higiena

97. DEZODORANT W KREMIE – DIY

IMG_20180619_124241.jpg

Jestem leniem, więc dopiero niedawno zrobiłam sobie kosmetyk składający się z więcej niż czterech składników (a i to przypadkiem). Nieskromnie powiem, że wyszedł mi genialny dezodorant, co potwierdziły wielodniowe testy przeprowadzane podczas dzikich upałów. Testy polegały na smarowaniu lewej pachy tym własnej roboty, a prawej kupnym. Po miesiącu stosowania stwierdzam, że nie widzę między nimi absolutnie żadnej różnicy (poza  tym, że mój dezodorant ma ciut lepszą konsystencję i kosztuje grosze, a kupny ma ciut ciekawszy kolor i kosztuje 47 zł).

Zrobienie go zabiera parę minut, a składniki i tak zazwyczaj mam w domu. Cała tajemnica skrywa się w tym, żeby stopniowo dodawać dość dużo skrobi – dzięki temu konsystencja nie będzie wcale tłusta, a gładka i kremowa. To ważne, bo dezodorant wcieramy palcami, a komu by się chciało potem je jeszcze myć ;D

PRZEPIS:

Rozgrzać i dokładnie wymieszać w kąpieli wodnej (czyli słoiczek ze składnikami włożyć do garnka z gotującą się wodą):

  • 1 łyżkę oleju kokosowego
  • ½ łyżeczki wosku pszczelego (niekoniecznie)
  • 1 łyzka masła shea
  • 2 łyżki skrobi kukurydzianej 
  • 1 łyżkę sody
  • 10 kropli ulubionego olejku (np. lawenda, eukaliptus, palmarosa, may chang)

Po minucie będzie gotowe, ale polecam zaczekać aż przestygnie i sprawdzić palcem, czy konsystencja jest nietłusta i kremowa. W razie potrzeby zawsze można znowu rozgrzać składniki i podsypać więcej skrobi, aż zobaczycie, że jest idealnie. Prawdę mówiąc, można to podgrzewać i udoskonalać bez końca – patrz post scriptum.

PS     Dezodorant powstał przypadkiem, gdy jak zwykle zrobiłam za dużo balsamu pielęgnacyjnego / pasty do butów. Postanowiłam poeksperymentować i przerobić nadmiarową porcję na balsam do ciała o konsystencji sztyftu. Dodałam zabłąkaną resztkę masła shea i nieco wosku jako ,,usztywniaczy” i wlałam mieszankę do silikonowych foremek. Powstał balsam w formie stałej (wygodnie było trzymać go przy łóżku i smarować np. suche pięty i łokcie przed snem). Urzeczona tym, że umiem zrobić coś takiego, postanowiłam pójść o krok dalej i zrobić dezodorant. Tym razem dodałam więc sody i skrobi, nie wykluczam, że również trochę oleju kokosowego, bo pamiętam, że  pierwsza wersja wyszła tłusta, ale wtedy wystarczyło dosypać więcej skrobi. Teraz zastanawiam się, na co przerobić dezodorant – może na tusz do rzęs nr 3??

Zmiana dezodorantu na wersję zero waste wymaga czasu i kilku testów. Czasu – bo skóra pod pachami, smarowana od lat mieszanką kilkunastu szkodliwych substancji, potrzebuje czasu na detoks i na początku być może zareaguje nadmiernym poceniem i niepachem. Testów – bo każde ciało reaguje inaczej i nie każdemu z nas wystarcza maźnięcie się pod pachami odrobiną sody. Jeśli więc jakaś formuła na ciebie nie działa, to nie myśl, że coś jest z tobą nie tak, tylko wypróbuj następną metodę, aż znajdziesz tę najlepszą dla siebie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeżeli to możliwe, starajmy się głosować naszym portfelem na firmy, które dążą do zero waste. Ale jeżeli dochody lub brak czasu w danym momencie na to nie pozwalają, nie miejmy z tego powodu poczucia winy. A może … zróbmu sobie to coś sami?