DIY, higiena

97. DEZODORANT W KREMIE – DIY

IMG_20180619_124241.jpg

Jestem leniem, więc dopiero niedawno zrobiłam sobie kosmetyk składający się z więcej niż czterech składników (a i to przypadkiem). Nieskromnie powiem, że wyszedł mi genialny dezodorant, co potwierdziły wielodniowe testy przeprowadzane podczas dzikich upałów. Testy polegały na smarowaniu lewej pachy tym własnej roboty, a prawej kupnym. Po miesiącu stosowania stwierdzam, że nie widzę między nimi absolutnie żadnej różnicy (poza  tym, że mój dezodorant ma ciut lepszą konsystencję i kosztuje grosze, a kupny ma ciut ciekawszy kolor i kosztuje 47 zł).

Zrobienie go zabiera parę minut, a składniki i tak zazwyczaj mam w domu. Cała tajemnica skrywa się w tym, żeby stopniowo dodawać dość dużo skrobi – dzięki temu konsystencja nie będzie wcale tłusta, a gładka i kremowa. To ważne, bo dezodorant wcieramy palcami, a komu by się chciało potem je jeszcze myć ;D

PRZEPIS:

Rozgrzać i dokładnie wymieszać w kąpieli wodnej (czyli słoiczek ze składnikami włożyć do garnka z gotującą się wodą):

  • 1 łyżkę oleju kokosowego
  • ½ łyżeczki wosku pszczelego (niekoniecznie)
  • 1 łyzka masła shea
  • 2 łyżki skrobi kukurydzianej 
  • 1 łyżkę sody
  • 10 kropli ulubionego olejku (np. lawenda, eukaliptus, palmarosa, may chang)

Po minucie będzie gotowe, ale polecam zaczekać aż przestygnie i sprawdzić palcem, czy konsystencja jest nietłusta i kremowa. W razie potrzeby zawsze można znowu rozgrzać składniki i podsypać więcej skrobi, aż zobaczycie, że jest idealnie. Prawdę mówiąc, można to podgrzewać i udoskonalać bez końca – patrz post scriptum.

PS     Dezodorant powstał przypadkiem, gdy jak zwykle zrobiłam za dużo balsamu pielęgnacyjnego / pasty do butów. Postanowiłam poeksperymentować i przerobić nadmiarową porcję na balsam do ciała o konsystencji sztyftu. Dodałam zabłąkaną resztkę masła shea i nieco wosku jako ,,usztywniaczy” i wlałam mieszankę do silikonowych foremek. Powstał balsam w formie stałej (wygodnie było trzymać go przy łóżku i smarować np. suche pięty i łokcie przed snem). Urzeczona tym, że umiem zrobić coś takiego, postanowiłam pójść o krok dalej i zrobić dezodorant. Tym razem dodałam więc sody i skrobi, nie wykluczam, że również trochę oleju kokosowego, bo pamiętam, że  pierwsza wersja wyszła tłusta, ale wtedy wystarczyło dosypać więcej skrobi. Teraz zastanawiam się, na co przerobić dezodorant – może na tusz do rzęs nr 3??

Zmiana dezodorantu na wersję zero waste wymaga czasu i kilku testów. Czasu – bo skóra pod pachami, smarowana od lat mieszanką kilkunastu szkodliwych substancji, potrzebuje czasu na detoks i na początku być może zareaguje nadmiernym poceniem i niepachem. Testów – bo każde ciało reaguje inaczej i nie każdemu z nas wystarcza maźnięcie się pod pachami odrobiną sody. Jeśli więc jakaś formuła na ciebie nie działa, to nie myśl, że coś jest z tobą nie tak, tylko wypróbuj następną metodę, aż znajdziesz tę najlepszą dla siebie.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Jeżeli to możliwe, starajmy się głosować naszym portfelem na firmy, które dążą do zero waste. Ale jeżeli dochody lub brak czasu w danym momencie na to nie pozwalają, nie miejmy z tego powodu poczucia winy. A może … zróbmu sobie to coś sami?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s