DIY, URODA

85. NIEUDANY TUSZ DO RZĘS NR 2

29662709_258253324715560_3876105207639322741_o

,,Znowu w życiu mi nie wyszłooo” 

Drugi tusz zrobiłam w oparciu o przepis z książki ‚Zero Waste Home’ Bei Johnson. Początek był obiecujący, wszystko tak, jak lubię:

– 4 składniki z kuchennej szafki/apteczki (wosk, olej koko, miód i węgiel aktywowany)

– 3 minuty pracy

W efekcie otrzymałam apetyczny, czarniutki i profesjonalnie wyglądający produkt, którym się natychmiast wysmarowałam i poszłam na premierę nowej książki o zero waste… Niestety i ten tusz na rzęsach długo się nie utrzymał – zjechał pod oczy. Załamałabym się i zarzuciła eksperymenty, gdyby nie pewien postęp w porównaniu do poporzedniej próby: przynajmniej rzęsy nie zwisały tak smętnie w dół.

Co ciekawe, dostałam w prezecie maleńką próbkę tuszu robionego przez kogoś profesjonalnie – i też mi zjechał z rzęs! Wniosek: to nie jest wcale takie proste… Na pewno kiedyś wróci mi zapał do kolejnych eksperymentów z tuszem – coś czuję, że wtedy zrobię z węglem z migdała. Tymczasem wracam do tuszu zmywanego ciepłą wodą – zawsze to kilka produktów do demakijażu mniej – bo ZAWSZE DA SIĘ COŚ ZROBIĆ  

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

PS Celia ma tusz w metalowej tubce, ale bez szczoteczki. Można wcisnąć do starego pojemniczka po tuszu, można też za każdym razem nakładać na starą szczoteczkę. Do kupienia w najmniejszych drogeryjkach (w dużych raczej nie ma). Jakość – no, może być, a cena – 3,50 zł 😀